Kolejny nowy start

Dzisiaj złożyłam wymówienie z pracy.
W sumie dostałam ją dzięki Kamilowi – w pewnym sensie.
Rozmowę miałam zaraz po naszej randce i to był czas kiedy płynęłam w powietrzu i śmiałam się do swoich myśli. Rozmowa poszła łatwo, gładko i przyjemnie. W sumie tego dnia miałam trzy rozmowy i dostałam 3 pozytywne odpowiedzi. Szczęście przyciąga szczęście.
Od tygodnia się nie odzywa. Tydzień od naszej spiny i zero smsów, telefonów, zero.
Zasypiam przytulając się do maskotki którą od niego dostałam licząc, że jutro będzie lepiej.
W pracy nie mogę już wytrzymać, atmosfera w niej jest masakryczna a brak informacji czy źródeł wiedzy sprawia, że nie mam psychicznie siły w niej siedzieć. Złożyłam wypowiedzenie a teraz w szlafroku i z maskotką od Kamila spijam wino z ulubionego kieliszka. Gdy siedziałam za biurkiem myślałam o tej chwili i nie mogłam się jej doczekać, odliczałam czas aż wyjdę z pracy jakby miał nastąpić jakiś cud. Tymczasem gdy ubłagana przeze mnie chwila nadeszła siedzę w ulubionym szlafroku z kieliszkiem ulubionego wina z maskotką od Kamila pod pachą i dalej nie jest mi wesoło.
Nie użalam się nad sobą, ale naprawdę już brakuje mi sił do tych najprostszych normalnych czynności, do normalnego funkcjonowania. Nigdy nie chciałam dużo, nigdy dużo nie oczekiwałam od nikogo prócz siebie. Chciałam tylko żyć tak, żeby móc sobie spojrzeć w lustro – i to mi wyszło – oraz jeszcze jednego.. chciałam być szczęśliwa i to mi za cholerę wyjść nie chce. Gdy już czuję, że los się do mnie uśmiechnął, gdy wstaję rano i wiem, że świat jest mój, że mogę wszytko to 2 sekundy później coś ściąga mnie na ziemię z taką siła, że ląduję na asfalcie z roztrzaskaną kością ogonową – taki mocny upadek.. ała..

Aleja wspomnień

Wśród sugerowanych znajomych na Google+ pojawił się mój dawny przyjaciel. Aż nie mogłam uwierzyć gdy to zobaczyłam..
Bez zastanowienia się dodałam go do kontaktów a gdy tylko mnie zaakceptował napisałam żeby się upewnić czy to na pewno on.
Nie mogę w to uwierzyć, niesamowicie by było gdybyśmy odnowili kontakt. Marcel był moim najlepszym przyjacielem, spotykaliśmy się dość często i ciężko mi było gdy zerwał ze mną kontakt.
Nasza znajomość błya trudna do opisania… Gdy się poznaliśmy podkochiwałam się w nim ale wtedy kogoś miał a gdy już zerwali to próbował startować do mojej siostry – wtedy oficjalnie i na dobre się z niego wyleczyłam i była tylko i wyłącznie przyjaźń. Jednak czas jakiś później powiedział, że chciałby abyśmy byli razem – on i ja, nie moja siostra. Cóż mogłam powiedzieć dałam mu kosza a on krótko po tym zerwał ze mną kontakt. To było z jakieś…8 lat temu. Jakby wieki ale nie do końca.
To były dobre czasy, chodziliśmy na koncerty, na grilla, na piwo do bacówki (już jej niestety nie ma). Spędzaliśmy ze sobą sporo czasu. Było naprawdę.. fajnie. Ciekawa jestem jak mu się życie ułożyło, co porabia, czym się zajmuje. Może wkrótce się dowiem.
Lista osób które powracają do mojego życia się powiększa.. co prawda do tej pory ów „lista” jest raczej liścikiem ale zawsze.. Odnowiło ze mną kontakt moich dwóch byłych.. może były i przyszły obecny przyjaciel w jednej osobie d o niej też dołączy, któż wie..

Mama zaczęła znowu męczyć mnie pytaniami o Kamila, mówiłam jej, że się schodzimy ale jakoś do niej to nie dociera, dziś znowu o niego pytała i stwierdziła, że „muszę się za niego wziąć” cokolwiek miałoby to oznaczać.. masakra. Nie ogarniam go, nie rozumiem tego co robi. Najpierw się ze mną umawia, zaprasza na randki z kosmosu, prawi komplementy, zapewnia mnie, że się mną nie bawi, odzywa się często, interesuje się, dba o mnie a potem nagle ciszaaaaaaa. Nie wykorzystał mnie, nie tak jak mogłoby się wydawać ale na nowo mnie w sobie rozkochał, wszystko się we mnie obudziło, znowu mi go brakuje, znowu za nim tęsknię i łapię się na tym, że o nim myślę. Wiem, że gdyby bardziej się otworzył, gdyby nie fundował mi takiego rollercostera bylibyśmy świetni razem. Tylko jego tak bardzo pragnęłam i tylko jego tak bardzo kochałam i tylko jego tak bardzo mi brakuje. Nie chce szukać sobie kogoś żeby o nim zapomnieć, już tego próbowałam i dalej mi go brakowało. Tamten związek „na zapomnienie” zranił faceta z którym się spotykałam i zranił mnie. Nie chce tego powtarzać ale do cholery jasnej, też zasługuje na to żeby być szczęśliwa. Zabrzmi to dość dramatycznie ale bez Kamila nie umiem sobie tego życia jakoś ułożyć. Szkoda że nie można sobie zrobić formatu, tak jak w kompie, format dysku, nowy star, istna tabula rasa – wszystko od nowa, może to by załatwiło sprawę..
Odezwij się w końcu, w niedziele będzie tydzień jak milczysz!

Samotna nie istotna

Znowu się pojawił, miłość mojego życia, mężczyzna któremu nikt nigdy nie mógł dorównać, ten który mnie porzucił dla szukania miłości bo jej w nas nie znalazł.

Bolało

Kamil pojawił się starszy, pewny siebie, i śmiało wkroczył w moje życie jakby przybył po to co jego. Ja ostrożna i oszołomiona tym powrotem im bardziej trzymałam go na dystans tym bardziej on był obecny i realny. Tak bardzo chciałam żeby wrócił, tyle razy marzyłam żeby znów mnie porwał, znów chciałam chodzić centymetr nad ziemią i nie wiem kiedy zaczęłam. Znów zasypiałam z uśmiechem na twarzy. Każdy dzień był odliczaniem czasu do następnego spotkania..

Przyjaciółki ostrzegały, bądź ostrożna. Ostrzegały nie idź tą drogą ale jak nią nie podążać gdy tak lżej na sercu się robi..

Zmienił się.. poznał mich rodziców, kiedyś mówił, że nie jest na to gotowy, teraz sam zaproponował a rodzice go pokochali. Zapewniał, że się mną nie bawi, uwierzyłam.

Pomiędzy dniami gdy się widywaliśmy byłam najszczęśliwszą osobą na ziemi co sprawiało, że wszystko mi się udawało. Chodziłam z przyklejonym uśmiechem na twarzy i mogłabym tańczyć idąc 😀 eh… z resztą to robiłam.

Nagle…. no właśnie! Co się stało????… Cisza…. przemyślałam wszystko i doszłam do wniosku, że może to dlatego że cały czas to on proponował spotkania, wiec napisałam i się umówiliśmy na niedzielę, czyli wszystko ok… Nadeszła niedziela a w raz z nią mój pomyśl super relaksującego cudownego dnia. Miałam zrobić pyszny obiad, który zjedlibyśmy oglądając razem filmy. Istny piknik przed komputerem a że pogoda nie dopisuje zrobimy sobie lato w domu. Miało być wesoło, smacznie, gorąco. Miało być bosko!

Nadeszła niedziela a wraz z nią cisza… telefonów nie odbierał, nie odpisywał… aż późnym wieczorem sms, że kacuś męczy, że z kolegą się dzień wcześniej spotkał, że przespał cały dzień… że mu przykro że nie wyszło. Od zmysłów odchodziłam i nie wiedziałam czy coś się stało, czy właśnie postanowił nagle zniknąć z mojego życia jak to już mu się zdarzało. Byłam wściekła i w tej samej chwili chciało mi się płakać (uroniłam łzę lub dwie..), że znowu to zrobił… Przeczytałam smsa najpierw mi ulżyło a potem opanowała mnie istna furia. Miałam ochotę się na niego wydrzeć, że mnie wystawił, że czekałam, że wystarczyło wysłać wiadomość, krótki telefon cokolwiek, przecież bym zrozumiała. Zrobiłam to czego robić nigdy, przenigdy robić się nie powinno… odpisałam w nerwach, odpowiedzi na to było brak. Dobę później czułam się jeszcze gorzej więc przeprosiłam za „zdenerwowanego” smsa. Dalej wiadomości żadnej brak…

Jak tu zrozumieć mężczyzn, zabiega o mnie, zabiera mnie na randki, kolacje, długie pocałunki, komplementy, pomaga jak pomocy potrzebuje a potem nagle znika. Jak komuś może to wystarczyć? I nie, nie poszliśmy do łóżka choć na pewno oboje chcieliśmy. Zapewniał mnie, że się mną nie bawi.. na nowo mnie w sobie rozkochał, na nowo tęsknie za nim gdy go nie widzę, na nowo zniknął.. a ja jak dawniej przeżywam to zniknięcie i rozpamiętuję jak jeszcze niedawno tu był obok, jak na mnie patrzył, jak całował jak szeptał mi do ucha, jak przytulał mnie i troszczył się o mnie..

Co dzień liczę, że się odezwie i wrócimy do porządku dziennego i co dzień zasypiam z nadzieją, że może to jutro..