Poświątecznie

Jak to wszystko się zmienia.
Generalnie Każde święta można podzielić na trzy etapy:
1. Nie jedz tego, to jest na święta
2. Zjedz jeszcze trochę.. cały dzień gotowałam.. może zjesz jeszcze sałatkę..?
3. Trzeba to zjeść bo się wyrzuci..

I tak wróciłam do domu z świętami w słoikach, każdy z nas tak wracał, ma to swój dziwny, unikalny i niepowtarzalny urok, dziwnie tak i dobrze zarazem.
Nie mogłam się dziś odnaleźć w pracy, powinien być ustawowy dzień wolnego od dnia wolnego a od świątecznego dnia wolnego powinny być takie dwa.
Nieśmiali programiści dzisiaj przemówili, może to efekt wysokiego stężenia majonezu w ich krwi, może po zjedzeniu obłędnej ilości jajek, sałatek i różnego mięsiwa zagryzionego paschą, pan cholesterol w ich krwi podskoczył z wrażenia powodując… rozmowę ze mną. Po raz pierwszy od dwóch tygodni miałam kolegów w pracy, tyle wygrać 😀
Mała chwila relaksu a po niej masa poświątecznych spięć.

Praca w okresie świątecznym też dzieli się na trzy etapy:
1. Zajmiemy się tym po świętach
2. Są święta nie myśl o tym, Wesołego!
3 Trzeba to zrobić na wczoraj!!

Pociąg do domu znowu jechał pusty, są szczęśliwcy na tym świecie którzy mogli jeszcze delektować się chwilą spokoju, no i jeszcze kwestia ferii..
Wtulona w fotel patrzyłam przez okno i marzyłam o chwili gdy będąc w domu posłucham tej piosenki

Alleluja i do przodu

Lubię święta gdy je przygotowuje.

Serio, święta sprawiają mi najwięcej radości gdy je sama robię, gdy do 2:00 nad ranem piekę ciasta, robię sałatki, przygotowuje jakieś drobiazgi i ogarniam wszystko co z danymi świętami jest związane. Gdy wybieram się na święta do rodziców to nawet tych świąt nie czuje. Pomóc im w niczym nie mogę, bo jak twierdzi mama to zepsuje albo zrobię źle – taki typ człowieka 🙂 A gdy już siedzimy przy pełnym żarcia stole, to nikt nie ma siły jeść bo rodzice są zmęczeni całym przygotowywaniem ,moje możliwości konsumpcyjne duże też nie są więc cała nadzieja w reszcie gości. Kolacja zawsze kończy się tym samym, świąteczne jedzenie jemy po świętach, tak przez około tydzień.

Ciekawa jestem czy skończy się to falą hejtu ale co tam..

Do kościoła biegać nie biegamy, święconki też nie ma, jakieś palmy i sypanie głowy popiołem – nawet nie wiem kiedy to ludzie robią i przyznam, że mało mnie to interesuje. O ile tego typu zwyczaje i praktyki mogą niektórym  wydawać się trochę dziwne to ich nie kwestionuje, Kto lubi ten robi, nic mi do tego ale próbowałam dzisiaj zrozumieć znaczenie symboli wielkanocnych zwłaszcza jednego i przyznam, że to mnie przerosło..

Jak można uznać jajko za symbol życia? Uznać za taki symbol np kwiat, drzewo, feniksa – w końcu się odradzał, to mogłyby być symbole życia ale jajko??

Zadajmy sobie pytanie czym jest jako.. No cóż niby banalne pytanie ale jajko to nienarodzona kura… Tak więc, symbolem wielkanocy jest masowa aborcja dziecka kury…

Jak można uznać za symbol życia, życia zalążek, w dodatku taki, któremu nie dano szansy na życie i dopisano mu że jest symbolem zwycięstwa nad śmiercią… Nie wiem czy czujecie, ale mi wieje lekkim absurdem, no może nie takim lekkim..

W moim rodzinnym domu święta to bardziej okazja do spotkania się i bardziej oficjalnej obiado-kolacji. Wszyscy mamy wolne i jest dobra okazja by pobyć razem. Zjeżdżamy się z całego kraju by spędzić razem czas. Nie ma problemów z wolnym, obowiązkami w pracy itp. Robimy sobie prezenty ale to nie są prezenty w pełnym tego słowa znaczeniu, to bardziej upominki. Większość z nas robi coś samemu i to bardziej jest kwestia tego, że nikt nie chce przyjeżdżać z pustymi rękami a prezenty zrobione własnoręcznie znaczą więcej, to bardziej osobista rzecz, wkłada się w to całe serce.  Wspomniane upominki robimy nie dla każdego z osobna ale dla domu/ rodziny.

W tym roku zrobiłam baranki, pochwale się nimi bo wyszły lepiej niż przypuszczałam, że wyjdą. Baranki modelki. Aparat był dla nich łaskawy.baranki baranki2

Starym i popularnym zwyczajem, życzę Wam Wesołych Świąt, miłych chwil w rodzinnym gronie no i.. smacznego jajka 😉

Pociąg do pracy

Od dziecka lubiłam jeździć pociągami. Gdy byłam malutka wszyscy się dziwili, że nie chce zabawek, słodyczy i wszystkiego co tylko zobaczę, ja lubiłam jeździć kolejką. Dzisiaj gdy podróżując do pracy pokonuje nią ok 40km dziennie, moje wewnętrzne dziecko skacze ze szczęścia.  Rano skmki są bardzo zatłoczone, ludzie zaspani albo zaczytani a czasem mimo wczesnej pory zamyśleni.

Usiadłam na pierwszym wolnym miejscu, bo po 3 godzinach snu nie miałam siły przechadzać się po zatłoczonych wagonach. Jak się po chwili okazało usiadłam na przeciwko mężczyzny, który wyglądał dokładnie jak mój były, zrobiło mi się strasznie nieswojo a co gorsza on cały czas na mnie patrzył. Całą drogę siedziałam jak na szpilkach, przesiadłabym się gdyby było gdzie a stać nie miałam siły. I tak jedziemy powoli skmką, która jak na złość jeszcze nigdy tak wolno nie jechała.  Wyciągnęłam książkę myśląc, że gdy tylko wejdę w świat Pilipiuka to zapomnę o świecie w którym fizycznie przebywam. W jakim byłam błędzie.. Czułam wwiercające się we mnie oczy i gdy tylko podnosiłam wzrok znad książki sobowtór mojego byłego się na mnie gapił, tak jakby próbował mi telepatycznie przekazać jakąś myśl –  aż się włos na głowie jeżył. Poczułam ulgę gdy zobaczyłam, że na następnym przystanku wysiadam, prawdziwą ulgę, chyba nawet odetchnęłam.  Pomimo, że wysiadłam z kolejki gdzieś tam mniej lub bardziej podświadomie myślałam o moim byłym i jak bardzo ten człowiek z skmki mi go przypominał.

Rozstaliśmy się w nietypowy sposób z niczyjej winy, najłatwiej wytłumaczyć to stwierdzeniem – tak wyszło, choć jest to znaczące uproszczenie. Fakt  jest taki, że strasznie go kochałam i nadal kocham, to jedna z takich sytuacji, gdy pomimo rozstania czujesz, że to nie jest koniec. Facet z skmki bezwiednie sprawił, że zaczęłam tęsknić.

Niedawno opowiadałam koleżance, że moja nowa praca zapowiada się ciekawie bo będę jedyną kobietą w biurze, żartowałyśmy i znajoma mówiła jak to zazwyczaj babki pracujące z mężczyznami mają fajnie w pracy, zero spięć, zazdrosnych koleżanek tylko normalna koleżeńska relacja. Na to też liczyłam. Po dwóch tygodniach mogę śmiało stwierdzić, że się przeliczyłam. Fakt, mój błąd, nie wzięłam pod uwagę jednego ważnego czynnika – moi koledzy z pracy to wszystko programiści.

Z mojego doświadczenia wnioskuje, że programiści to inny gatunek człowieka – przynajmniej mężczyźni. Pomyślałam, że skoro oni znają się od lat a ja jestem nowa to będzie miłym gestem  zrobienie małego wielkanocnego prezentu. Kupiłam  małe czekoladki w kształcie króliczka i położyłam każdemu na klawiaturze licząc, że jakkolwiek zareagują, że może nawet przez chwilę ze mną pogadają. Tak, to była marna próba wkupienie się w „łaski” zgranej grupy. Jedyna reakcją z jaką się spotkałam było stwierdzenie jednego z pięciu z nich „ale to nie wybuchnie co nie? hehe” super… ekstra… na głowie staję, żeby jakoś nawiązać z nimi kontakt ale teraz już się oficjalnie poddaje. Nie chodziło o to, żeby dziękowali tylko pomyśleli, że to miły gest i zrozumieli, że nie jestem dwugłowym potworem. Nie jestem zagrożeniem dla żadnego z nich, tym bardziej nie rozumiem ich zachowania. Pisze teksty na strony które oni robią co sprawia, że pracujemy razem i razem spędzamy sporą część dnia, w związku z czym mogło by być w pracy miło i normalnie a nie drętwo jakby mieli focha, że jestem babką. Zastanawiałam się dlaczego tak się zachowują i tylko to mi przychodzi do głowy, tylko to może im się nie podobać.

Gdyby nie to, że zza pleców słyszę jak klikają myszką pisząc jakieś roboty, kody czy co to tam robią, gdyby nie ten charakterystyczny dźwięk to miałabym wątpliwości czy jeszcze żyją.. Czasami rozmawiają między sobą na tematy, które są mi bliskie i w których też mogłabym uczestniczyć. Może myślą, że jako, że noszę sukienkę, pojęcia o pewnych sprawach nie mam. Dzisiaj gadali o steamie i grach. Tak się składa, że konto mam ponad dwa lata a i gier całkiem sporo. Gdy mówili o Falloucie to w duchu się śmiałam bo przeszłam trójkę, jak się okazało w lepszym czasie niż każdy z nich ale gdy próbowałam coś od siebie wtrącić spotykałam się ze spojrzeniem mówiącym „co Ty możesz wiedzieć maleńka”.

Godzina 14:00 i nagle pojawił się temat sprzedaży przez dawną tablicę i każdy z nich narzekał, że tam się nic nie sprzedaje i znów chciałam podjąć próbę dołączenia do rozmowy, zwłaszcza, że sporo rzeczy udało mi się tam sprzedać. Już nabrałam powietrza żeby coś do rozmowy dodać gdy akurat wtedy ktoś zadzwonił i co śmieszniejsze był to telefon w sprawie wystawionych na prortalu przeze mnie słuchawek dr. dre. Ich reakcja – żadna. Nic ich nie rusza.

Panowie to, że babka do pracy przychodzi w szpilkach, spódnicy, sukience itp., to że o siebie dba nie znaczy, że umie się wypowiadać tylko na temat kosmetyków i super diet. Jest to dość bolesne bo wiem na te tematy pewnie nie wiele więcej niż oni. Po pracy sukienkę zamieniam na legginsy i bluzę  i idę pobiegać albo na siłownie a wieczorem zdarza mi się pograć na kompie i zrobić research do pracy. Wszystko to sprawia i chyba pokazuje, że nie jestem blondyneczką z debilnych seriali amerykańskich, która gdy mówi coś zabawnego to publiczność śmiejąc się daje do zrozumienia widzom – tak drogie panie i panowie to było zabawne, śmiejcie. Maskara

Dzisiaj miałam ochotę wstać i wykrzyczeć bo śpiewać nie umiem:

Niezaczytany naród

Daleko mam do pracy, oj daleko bardzo…  Przejeżdżam przez półtora miasta by móc usiąść za biurkiem i wykonywać to co do mnie należy, póki co są to tłumaczenia tekstów na stronę. Dziwi mnie to szczerze mówiąc zwłaszcza, że mowa o tłumaczeniu takich rzeczy jak umowy, ogólne warunki, postanowienia, informacje o wykorzystywanych dofinansowaniach itp. Język prawniczy w 90%, czyli coś co czasami trudno jest ogarnąć w ojczystym języku. Nie jestem prawnikiem, tłumaczem przysięgłym ani innym znawcą języka. Angielski znam nieźle to fakt, ale żeby od razu tak…

Uwielbiam czytać w pociągach, autobusach, tramwajach i wszystkich innych środkach komunikacji, właśnie zaopatrzyłam się w kilka książek Pilipiuka i ich nie czytam…   chłonę je jak gąbka wodę… Uwielbiam. Po niecałym tygodniu pracy jedną z nich już prawie przeczytałam i przyznam, że ze smutkiem odczuwam jak w prawej dłoni ubywa mi stron..

W piątek już powoli kończąc w pracy swoje potyczki językowe, dwóch bardzo znanych panów powiedziało, że aż 76% naszych rodaków nie czyta.. ale jak to??? ..że wcale??? ..że nic????  Niesamowite… Trudno mi w to uwierzyć zwłaszcza, że gdy jadę pociągiem do pracy to prawie każdy pasażer czyta.

Przyznam, że bardzo mnie zszokowało to co usłyszałam i nie mogę uwierzyć w tą cyfrę, dlatego proszę poświęć sekundę na poniższą ankietę. Nie może być prawdą, że jesteśmy tak nieczytającym narodem!

My name is Writer, CopyWriter

Dawno nie pisałam ponieważ byłam myślami daleko, daleko stąd.

Mój mały świat zmienił się o 180 stopni a zaistniałe zmiany wydawały się tymi na gorsze i takie w sumie były.

Dziś odrodziłam się niczym Feniks z popiołu, znów jest światełko, znów widzę szansę i znowu mam pracę. Nie grożą mi już upadki biur, nie wpływają na mnie ataki terrorystyczne, wybuchy, zamieszki i inne „sensacje”,

Co dziwniejsze dostałam pracę, którą nie przypuszczałam, że mogę dostać.

Zostałam Copywriterem.

How you like me now? 😛

W poniedziałek jest mój pierwszy dzień. Czuję się jak dziecko przed pierwszym dniem w nowej szkole, niepewne kolegów i koleżanek, pełne obaw – jak to będzie??? Czy dużo będą zadawać?? 😛

Zabawne uczucie, mam młodą duszę mawiają ale nie sądziłam, że mając 30 lat poczuję się znów jak kilkuletnie dziecko.

Chwilo trwaj

20160118_141007